Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z życia wzięte. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2011

Przychodzi baba do lekarza...

Ostatnio na ramieniu powychodziły mi krosteczki, taka kaszka, a że kiedyś miałam akcję pokrzywkową po truskawkach to oczywiście w panice lecę do dermatologa po ratunek. Najpierw jednak trzeba się zarejestrować i miesiąc czekać. Trudno, przez miesiąc poddawałam „kaszkę” szczegółowym oględzinom i z dnia na dzień obserwowałam rozwój jej wypadków. Rozwoju brak, „kaszka” nieustannie zajmowała swoją pozycję. Minął upragniony miesiąc i udałam się do Pani Dermatolog, która „kaszkę” wzięła pod swoje specjalistyczne lampy, potem lupę i jeszcze jakieś światło. Pokiwała głową, pomruczała „Tak tak” i przysiadła do wypisania recepty. Reakcja na słońce, nie może się pani opalać, jasna karnacja, podatna na słoneczne uczulenia bla-bla czyli wszystko co juz wiem i czego nie przestrzegam.
- No dobrze, to przepisuję dwa leki, jak jeden nie pomoże to proszę zacząć używać drugi.
Super, super, więc zostanę uleczona, wyszłam z uśmiechem, po czym nagła myśl „No ale jak to, skoro jeden nie pomoże to potem drugi, a jak pierwszy pomoże to na co mi ten drugi?” Idę do apteki i pytam pani, który lek by poleciła, który uważa za lepszy to ja kupię tylko ten jeden, a pani w aptece mówi:
- Ale ten jeden lek jest przeciwuczuleniowy a ten drugi to na pryszcze…
Ech, ale to nic, kiedyś pani Laryngolog na zapalenie ucha przepisała mi lek przeciw woskowinie… niech żyje polska służba zdrowiu :-)


Przychodzi gruba baba do lekarza i pyta:
- Jak mogę skutecznie schudnąć?
- Musi pani zacząć jeść dupą!
Po miesiącu przychodzi baba bardzo chuda i dziwnie dupą kręci.
Lekarz pyta:
- Dlaczego tak dziwnie kręci Pani dupą?
- Bo gumę żuję!
*
Przychodzi baba do lekarza i skarży się, że z tym starym już nie jest tak jak wcześniej.
- Próbowaliście już z Wiagrą? - pyta lekarz - Musi pani po kryjomu mężowi do kawy zamieszać.
Za trzy dni przychodzi baba znów do lekarza.
- I co pomogło?
- Nie panie doktorze. To było straszne.
- A co, co się stało?
- Mój mąż z brawurą zmiótł ręką nakrycie ze stołu. Zdarł z siebie, a potem ze mnie ciuchy i wziął mnie na stole.
- No to wspaniale. Tabletki pomogły.
- Tak panie doktorze. To był najlepszy sex jaki ja w życiu miałam, ale w Mc´Donaldzie nie możemy się więcej pokazywać.
*
Przychodzi baba do lekarza z kranem na czole i w ręce trzyma chipsy. Lekarz pyta:
- Co pani dolega?
- Kranczips
*
Wraca mąż ze szpitala gdzie odwiedzał ciężko chorą teściową i zły jak nieszczęście mówi do żony:
- Twoja matka jest zdrowa jak koń, niedługo wyjdzie ze szpitala i zamieszka z nami.
- Nie rozumiem - mówi żona - wczoraj lekarz powiedział mi, że mama jest umierająca!
- Nie wiem co on tobie powiedział ale mnie, kur*a radził przygotować się na najgorsze.

wtorek, 27 września 2011

Rozmówki tramwajowe (1).

W moim kochanym mieście właśnie kończy się budowa kolejnej, wspaniałej Galerii Handlowej, otwarcie jutro o godzinie 8 rano, Galeria jest ogromna i będzie wiele nowych sklepów, których jeszcze w moim mieście nie było i nie ma. Nic więc dziwnego, że w tramwaju dziś ogólne młodociane podniecenie:

- Zobacz jaka piękna ta Galeria, już nie mogę doczekać się jutra, chyba nie będę mogła spać dzisiaj.
- No co ty wyśpij się właśnie, bo jutro cały dzień będziemy tylko przymierzać i kupować, musisz być przytomna.
- No dobra, to co, o 8 się widzimy pod Galerią?
- No coś ty, ja będę już o 6!
- Poważnie?!
- Pewnie, przecież od pół roku odkładam na ten dzień, już 1500 uzbierałam ...

Oj, jak miło być takim beztroskim, ja zazdroszczę, a wy dziewczynki?

__________________________________________________________________________
Ta sama para kilka chwil wcześniej prowadziła równie emocjonującą rozmowę:

- Słuchaj, ale ja miałam dzisiaj seeeeen, śniło mi się, że dostałam sms-a i wyobraź sobie, że tak w  tym śnie odczytuję tego sms-a, ale to było takie realne kurde...
- No i odczytałaś?
- No odczytałam, jakiś chłopak skadś, nawet nie wiem jaki napisał jakoś tak... że mnie kocha...
- Aaaaa eeee myślałam, że napisał, że chce cię zabić...

Wow, pogratulować tylko koleżanki tak dobrze życzącej...
A ja dawno nie czułam tak wielkiej radości i ulgi wysiadając z tramwaju i idąc do pracy.

czwartek, 8 września 2011

Reklama z przymrużeniem oka ;-)

Pamiętacie reklamę dezodorantu Dove „na każdą pachę”? Na mnie osobiście ta reklama nie robiła dużego wrażenia, ale odkąd zobaczyłam jak irytuje moją Połówkę, zaczęła mnie niezwykle bawić. Pewnego dnia Połówka nie wytrzymuje i rzuca komentarz : „Tak, na każdą pachę, szkoda, że nie zrobią reklamy podpasek na każdą c*pę”. Do dziś wszystko co dotyczy Dove wywołuje u mnie niekontrolowany chichot. A takie podpaski to chyba marzenie każdej kobiety...

poniedziałek, 5 września 2011

Hormony atakują (2).

- No i czego znowu ryczysz?
- Bo jestem beznadziejna, nic mi nie wychodzi, wszystko pod górkę, jestem brzydka, a pod prysznicem nie było mydła!
- Przestań wygadywać głupoty i już nie wyj!
- Nie drzyj się na mnie, bo wtedy jest jeszcze gorzej!
- No to jak mam się zachować?
- Nie wiem, przytul mnie.
Przytula.
- Nie, nie przytulaj mnie, bo wtedy też jest źle, bo mnie to rozczula. Widzisz, jestem beznadziejna, nie wiem nawet czego chce.
Minutę później.
- A teraz czemu się śmiejesz?
- Bo jestem głupia, płaczę a nie wiem dlaczego, śmieszne to jest, nie? Sama już nie wiem o co mi chodzi. Idziemy na lody?
- O Boże…

czwartek, 28 lipca 2011

Niech żyje romantyzm.

Donosicielka Kryptonim „Włosek” donosi, że udało jej się świadkować przy tejże ciekawej historii ulicznej:
Rzecz dzieje się na chodniku przed przejściem dla pieszych, bohaterami są dwaj Młodzieńcy (wg Donosicielki tak na oko wiek po 20tce ale przed 30tką – czyli w miarę dojrzali i dorośli), którzy prowadzą dość głośno taki oto dialog:
Młodzieniec 1 (słychać lekkie oburzenie): Wiesz co i słuchaj, podnoszę tą kołdrę a Ona ma... piżamę w żyrafki czujesz?!
Młodzieniec 2 (słychać niedowierzanie): I co?
Młodzieniec 1 (słychać mocne wzburzenie): I co i co i mi się odechciało! Odwróciłem się do Niej plecami i zwaliłem konia!!!
Młodzieniec 2 (słychać sytuacyjne rozbawienie): Ty to masz niezłe jazdy ziom!

O tak, nie wiem czy współczuć Młodzieńcowi 1 tych samotnych jazd czy też wołać o pomstę do nieba, no bo gdzie się podział ten romantyzm, gdzie ci mężczyźni, gdzie tamten świat?!!?

P.s. 1: Pozdrawiam Donosicielkę i czekam na więcej donosów ;-)

P.s. 2: Kochani, maraton wakacyjny czas zacząć. Szlaki wydrukowane, zupki chińskie zakupione, okularki z UV400 spakowane. Grecjo nadjeżdżam!!! Wrócę, gdy moja skóra przybierze kolor świetlistej białej mąki, po uprzednim opaleniu się na lekki burgund wpadający w świński róż, ale za to z garścią nowych anegdotek ;-) Trzymajcie się i tęsknijcie za mną…

środa, 20 lipca 2011

Hormony atakują (1).

Wycieczkę planujemy już chyba od stycznia, taki babski wypad na wczasy. Ja, panicznie bojąca się latania samolotem wojuję, aby do celu dojechać autokarem. W odpowiedzi kręcenie nosem, marszczenie się i nieszczęśliwe miny. Zostaję przegłosowana:
– Lecimy samolotem.
Oczywiście jestem niezadowolona.
Ale staram się o tym fakcie nie myśleć, aby nie stresować się zawczasu. Kilka dni temu dzwoni do mnie Josia i mówi (zapewne z zamiarem uszczęśliwienia mnie):
- Znalazłam super tanią wycieczkę, ale autokarem.
Na co ja wywód:
- Oj tak 3 dni wyjęte z życiorysu, tyle czasu w trasie, będziemy się kisić, rzygać, będzie zimno i niewygodnie.
Znowu jestem niezadowolona.
Wczoraj dzwoni Josia i mówi (pewnie po raz kolejny chcąc mnie uszczęśliwić):
- Jest inna opcja, zamieszkamy u koleżanki mojej mamy ale dojedziemy na własną rękę – samolotem.
Na co ja zestresowana:
- Taaaak, znowu ten samolot, nie możecie mi tak robić, raz tak raz siak, zdecydujcie się w końcu, miał być autokar, ja nigdzie nie lecę.
I kolejny raz … niezadowolenie.
Ale już znalazłam winnego - oczywiście wszystkiemu winne są hormony…

poniedziałek, 18 lipca 2011

Skwerek.

Był sobie koło mojego domu mały parczek, kilka drzew, krzaki, wysoka trawa i parę ławek a na nich moczymordy, bezdomni i żebracy, ale ogólna atmosfera przyjemna i wesoła. Pewnego dnia do parczku wkroczyły betoniarki, koparki i panowie w żółtych kamizelkach. Akcja „Budujemy skwerek” trwała pół roku. Już myślałam, że chcą wbudować tam jakiś park rozrywki lub fontannę wszechczasów – a co różne plotki po osiedlu krążyły. I nagle koniec – kilka dróżek  wypieszczonych, trawka pięknie przycięta, parę drzewek, las antycznych latarni i pełno pięknych ławeczek. Moczymordy musiały zmienić rejon, a na ich miejsce wkroczyły rodziny z dziećmi, kółka wzajemnej adoracji ludzi starszych i pojedyncze osóbki spacerujące z psami. Poza tym dużo wózków, rowerów i zabawek walających się po nowych alejkach. Pewnego dnia idę sobie z Kolegą i pełna dumy oraz zachwytu mówię do niego:
- Popatrz no tylko, jaki piękny skwerek nam tu zbudowali.
Na co on rozglądając się nerwowo na boki odpowiada z przekąsem:
- Taaa, właśnie widzę, już nawet nie ma gdzie się porządnie odlać…

wtorek, 12 lipca 2011

Ręce, które leczą.

Chrzest. Wiejska impreza i jak to na takich imprezach bywa trzeba pokazać miastowym jak się we wsi bawią, więc stoły zastawione jadłem i trunkiem jak na weselu. Nagle siada koło mnie Teściu z przyspawanym do ręki kieliszkiem, bo starym wiejskim zwyczajem trzeba być gościnnym i wypić kieliszeczek z każdym gościem przy stole, a że ja siedziałam na końcu stołu to:
- Chrzestna, Chrzestna, ty słuchaj no, ty się Chrzestna musisz ze mną napić (polewa), bo widzisz ja choć tego pewnie nie widać to ja kiedyś piłem bardzo dużo, ale wiesz i tak nie za dużo, bo mój pradziadek to przepił 3 wsie, mój dziadek przepił 1 wieś, a ja to przepiłem tylko rodzinny interes. I wiesz… te ręce (rozkłada dłonie i patrzy na nie z podziwem), te ręce leczą (w tym momencie kładzie mi dłonie na ramiona i w skupieniu zamyka oczy) i już pół wsi wyleczyły, więc Chrzestna jak miałaś jakąś chorobę lub coś cię dręczyło duchowo to właśnie zostałaś uleczona. Wszystkie problemy (teatralny gest) odeszły w siną dal. A teraz Chrzestna ty się lepiej ze mną napij.
No i cóż ja miałam począć, Teściu taki gościnny, otworzył się przede mną i w dodatku mnie uzdrowił a ja miałam mu odmówić?...

P.S. Swoją drogą to w czasach gdy tyle tych chorób, wirusów i bakterii lata w powietrzu to naprawdę strasznie się cieszę, że magiczne ręce Teścia wyzwoliły mnie od tych wszystkich świństw.

poniedziałek, 4 lipca 2011

Manic monday.

U mnie od rana wkurw, zabrali moje tramwaje ;-(
Wstaję rano, patrzę - leje deszcz, myślę dobra założę kaptur i wsio przecież mam przystanek pod domem i wysadzą mnie pod pracą. Pewna miła osoba wstaje rano i proponuje mi parasol, odmawiam, no bo mam tak blisko przecież. Idę na przystanek, stoję stoję stoję, zaczynam niecierpliwie tuptać nóżką, a mojego tramwaju jak ni ma tak ni ma... Myślę "Znowu je***a szm**a przyjechała wcześniej, ludzie do pracy się spóźniają, ale co ich to obchodzi, tyle za bilety i sieciówki się płaci, a oni sobie w kulki lecą i jeszcze w dupie cię mają, przed nosem drzwi ci zamkną i się z ciebie śmieją." - poranna wiązanka musi być, aby trochę się nakręcić - a co!
W końcu patrzę na rozkład, a tam pomarańczowe tabliczki - mojego tramwaju nie ma i nie będzie... czytam tabliczkę, ale nic z niej nie rozumiem - "jak chcesz dojechać tam to 1 i 12 potem tam i tam w 3 lub 7 i 8 w razie co jak chcesz tam to autobus zastępczy ale najpierw 12 lub 1 tam i tam" i jakieś wykresy, rozkłady, tabele. Jasne, 6 rano a oni każą mi myśleć...
A co tam, wsiadam w pierwsze lepsze coś, kawałek podjeżdżam, już jestem 4 przystanki bliżej, przesiadam się w 1kę, która miałaby mnie podwieść jeszcze 2 przystanki, ale okazuje się, że 1ka też inaczej jedzie i się cofam, wracam do domu aaaa zaczynam lekko panikować, na następnym szybko wysiadam i znowu czekam na tramwaj, aby wrócić tam, gdzie z takim trudem chwilę wcześniej się dostałam.
Ufff docieram w końcu, idę za ludem, no bo może oni wiedzą gdzie podążać... ale zdaje się, że każdy idzie na oślep, byle gdzie i byle jak. W końcu ruszam mózgownicą "A co tam jeszcze 3 przystanki - NO TO IDĘ". Po drodze mijam kolejny przystanek z pomarańczową tabliczką, rozwścieczony tłum ludzi wymachujący groźnie rękoma i wykrzykujący niecenzuralne słowa przyciąga moją uwagę - podjeżdża autobus złom - JEST JEST, autobus zastępczy. Wsiadam, otrzepuję się jak pies po kąpieli, a wyglądam jak zmokła kura... spóźnienie do pracy 30 minut.
Manic monday - bezcenne :-)