Mmmm, najlepszy sernik świata. I jedyny, który od czasu do czasu mi wychodzi. Niestety, jestem z tych nieudaczników sernikowych i bardzo często serniki mi nie wychodzą, nawet te z torebki. I zawsze, ale to zawsze jest to wina piekarnika oraz innych różnych czynników, o których nie warto wspominać :-)
Jutro Tłusty Czwartek, mam nadzieję, że czytając to jesteście już po kilku pączuchach i ledwie żyjecie i macie mega poczucie winy, że tyle zjedliście. I słusznie, zawsze uważałam, że ten dzień wymyślił jakiś łakomczuch, który chciał choć jeden dzień w roku móc bez wyrzutów podjadać tyle kalorii.
Jako, że za pączki jeszcze się nigdy nie wzięłam, a w planach mam to od kilku lat, to dziś przepis na mój ulubiony sernik. Ten sernik jest naprawdę lekki i trochę gąbczasty, ale wierzcie mi, to niebo w gębie. Miałam już do niego kilka podejść i tylko niektóre sie udały, ale za to za każdym razem uczę się czegoś nowego.
SKŁADNIKI:
- 750g twarogu półtłustego zmielonego 2krotnie (ja używam twarogu Piątnica i mielę aż masa serowa jest gładziutka) (1)
- 50g miękkiego masła (1)
- 6 żółtek (oddzielić od białek, białka również są potrzebne) (1)
- 3/4 szklanki drobnego cukru i 16g cukru waniliowego (1)
- 4 łyżki mąki ziemniaczanej (1)
- aromat waniliowy lub śmietankowy (1)
- 1,5 szklanki mleka (2)
- 6 białek (3)
Wszystkie składniki z (1) miksujemy, następnie dodajemy mleko, również miksujemy. Białka ubijamy w osobnym naczyniu na sztywną masę i dodajemy do masy serowej bardzo ostrożnie i powoli. Masa jest już gotowa, jest bardzo rzadka, ale tak ma być. Wylewamy ją do tortownicy, pieczemy w temp. 180 stopni przez 70 minut. Ciasto urośnie, opadnie, popęka, ale to nie szkodzi. Po ostudzeniu ciasta, wsadzamy je do lodówki na kilka godzin, a najlepiej na całą noc. A rano... SMACZNEGO :-)